FANDOM

1,927,228 Pages

StarIconGreen
LangIcon
​Strach

This song is by O.S.T.R. and appears on the album O.C.B. (2009).

Kim jesteś by mówić mi o moim człowieczeństwie?
Ja wiem, że ten prąd by uspokoił cię na krześle.
Jak papier nie szeleszczę, za papier to w tym mieście,
To w japę da Ci szczęście, dlatego muszę mieć je.
W TV ciągle to samo, zimna kawa i herbata,
Wybacz, wolę cygaro obrabiać na batata.
A jak poczuje biedę, sen pod gołym niebem,
Wielu kochało rodzinę, ale bardziej siebie.
Gardzisz chlebem? Jeśli masz fart, świat zdobędziesz,
Albo skręcisz sobie kark za ten strach na patencie.
A ja kocham się bać, ale nie jestem szaleńcem,
Żeby nie móc w nocy spać ze spokoju przeciwieństwem.
Wolę swe życie toczyć tempem luźnym,
Widziałem dość by widzieć zło i się nie wkurwić.
Jeśli nie wierzysz to wchodź w to,
Telewizje wymień na prawdziwe życie nocą i sprawdź izbę przyjęć.
Myślisz afera, samemu nosiłbyś esperal,
Serce z kamienia, nie starczy dolać, wylać, przelać.
Oddech zamiera i te źrenice jak szpilki,
Tylko by dotrzeć przez ulice i do windy.
Myślisz świat to sukinsyn, ale sprytny jak Boruta,
Brat może siebie, ale wszystkich nie oszukasz.
To jest strach.

Na potylicy zimny dreszcz,
Ta broń pustoszy ziemię wzdłuż i wszerz,
Szybsza niż nóż, lżejsza niż miecz.
Liczysz na cud, zabrał nas stres,
Gdy smutny chłód wzmaga w nas lęk.
Czy to już twój ostatni wdech?

To tylko dźwięk, krzyk, szczek psów na dworze,
Plus niepokój wyrwany ze szczęk złu i trwodze.
To nie sen ku przestrodze, choć na zawał byś pierdolnął,
Bo niejeden sen w tym tonie oddaje słowo horror.
Patrz za forsą, ludzie poszczą, w życie wątpią,
Bo nikt nie prowadzi nas tak jak tom-tom.
Za ten ton co wyrzuca nerwy wierz mi,
Odeślą Cię do psychologa z nadmiarem agresji.
Zabić wszystkich by nikt tu nie oddychał,
Tak pewnie o nas myśli Północna Ameryka.
Nie chce bać się, nie wnikam, gdzie mam stać, za którą linią,
Bo odejdę razem z Bogiem zanim nadejdzie L'Nino.
Rzeczywistości syndrom, źrenice jak pięć złoty,
Mówi każdy, że zna póki świat go nie zaskoczy.
To jest strach.

Nie ma już tego brzmienia? Kurwa to sprawdzaj,
Ten bród to bez wątpienia nie dla pudla karma.
Pizda szczupła z wampa Tobie nie da tu szczęścia,
Chyba, że kiedy siedzisz to Cię obciera Tampax.
Nie stękaj, masz tu przywitanie z kijem,
Jak on cię nie dosięgnie, zęby nagraniem wybije.
Kto jest diabłem w tym filmie? Czy to prawdziwy hardcore?
Twoje samo podpalenie bez benzyny latarką.
Ten dźwięk podrzyna gardło, przekazem oczy pali,
To tak jak byś na zdradzie przyłapał swoich starych.
Chodź nie mieszkamy z nimi, to rani, nic na niby,
Twój Titanic, Twoje myśli, Twoje sny, co się krzywisz.
To tylko brzmienie, trzy minuty syfu,
A mnie te trzy minuty ciągle trzymają przy życiu.
Kurwa, Ty zaryzykuj i się powieś na klamce,
W końcu ostatni znicz Tobie na grobie zgaśnie.
To nie jest hardcore, tylko sprawcę mi pokaż,
Powiesz muzyka szatana, tych na ławce przy blokach.
Widzisz zbawcę, proroka czy farsę? To obraz,
Bo kto powie o śmierci syna, matce, co wciąga?
Podetnij sobie żyły, przecież żyć nie warto,
To kwestia chwili, widzisz w tym lekarstwo?
Tu wszystko dzieje się raz to czego mamy się bać?
Zapachem śmierci ciągle drażni nas miasto.
Wysoki sadzie moje imię to zawiść,
Nie mam ojca, matki, w sercu swym żywię nienawiść.
W sumie jesteśmy tacy sami tylko u innego źródła,
Pomiędzy marzeniami mierzi nas to co wkurwia.
Czy to jest hardcore z kulą siedzieć w lufie,
Dla małolatów HC to na raz wlać w siebie kufel.
System ma Ciebie w dupie, a kiedy dorośniesz,
Twój jebany pistolet w dłoni wyprzedzi rozsądek.
Tutaj każdy jest Bondem, a co drugi agentem,
Tylko jak mówisz o prawdzie trzeba by umyć ręce.
Los tłumi co święte każdy najmniejszy szczegół,
Twoja śmierć ucieszy tutaj tylko zawistnych szpiegów.
Bez ambicji, w biegu, brak, spierdala nam czas dziś,
Czy aby to jest hardcore gdy przegrana nas drażnij?
Nie ma, Brat, wyobraźni, raczej fart i ryzyko,
Więc kurwa mać do chuja masz ten hardcore za friko!