FANDOM

1,928,504 Pages

StarIconBronze
LangIcon
​Casanova - Fellini

This song is by Jacek Kaczmarski, Zbigniew Łapiński, Przemysław Gintrowski and appears on the album Mury (1980).

Original video
Z księstw najszczęśliwszego Panie
Prominencie łaski bożej
Pozwól by Ci hołdy złożył
Casanova Wenecjanin

Pisarz lekarz mędrzec sławny
Mistrz wojennej inżynierii
Budowniczy znawca dziejów
Służyć Ci talentem pragnie

Dwory całej Europy
Biły się o moją radę
Ja u twoich stóp ją kładę
Cześć oddając Twoim stopom

(Chyba mnie nie słucha wcale
bękart kazirodczej chuci
Twarz kretyna wzrok ospały
Wasal matki w czarnej sukni)

(Szczy na bele złotogłowiu
Świty rechot i brzęk kufli
Tlącą się szkarłatem głownią
Ściga oczy czarnych żółwi)

(Ten mi harcap w w piwie nurza
Ten przedrzeźnia w oczy dmucha
Wrzeszczy rozwydrzona służba
To nie dwór to piekła kruchta)

- Lud nasz jest dziki lecz genialny
I nie chce rad talentów obcych
Słuchaj jak nasze brzmią organy
I głosy: Mamy gościa chłopcy
Koniec zabawy Hymn Poddanych!

Od pokory akord do potęgi
Od szaleństwa akord do geniuszu
Od ogromnych miechów instrumentu
Do ogromnych architektur duszy

Chórem wyższe fugi brać rejestry
Giąć młotami dzwonów rury z cyny
Rozdmuchiwać nad głowami przestrzeń
Śmiać się z ziemi Wyższe brać drabiny

Huśtać się na dźwigniach interwałów
I szyderstwem złocić łeb genialny
Aż przetoczy się nad światem szałem
W orgii na organach Hymn Poddanych

- Giacomo Casanova!
Dyplomy swoje schowaj!
Wyjmuj pałkę!
Tyś jebak nad jebaki!
Więc pokaż co potrafisz!
Masz tu lalkę!

Miałem mniszki rozpalone w święto masek sztucznych ogni
Wdowy stare i bogate którym Jowisz pieścił łono
I w turniejach salonowych mój grotołaz pokonywał
Jurność szlachty i stangretów
Aż z Giacomo Casanovy przepowiednia Wieloryba
Uczyniła Króla Kretów

Więc drążyłem korytarze ślepo błądząc w lepkiej ziemi
Gdy nade mną brzmiały drżenia homoseksualnych ważek
Podróż Karczma w Wielkiej Sali gdzie się klacze grzały w pianie
Parowały prześcieradła
Cienie stropy zapładniały huczał czarny piec gliniany
Purpurowiał trzon twarz bladła

Niosłem moją matkę starą na ramionach jak ćmę wielką
Przeglądając się w jej oczach zobaczyłem w nich poczwarę
Wreszcie z tobą moja lalko miłość jest samotnym szczęściem
Po popisach samczej mocy
W wyziębionej sali zamku pieszczę cię jak myśl się pieści
Jestem czuły jestem drżący

Nie opuszczę twego wnętrza lalkę z lalką złączyć lepiej!
Twoje ciało moje lędźwie wszak ten sam lalkolep lepił!
Lody mórz i śniegi planet krzepną nad szaleństwem królów
Dalej nie ma już gdzie jechać
My przetrwamy ból i zamęt wypełnieni sobą czule
Zasłuchani w chórów echa...